sobota, 15 grudnia 2012

O2: from the end ~ miley and justin.


 Perspektywa Miley. Ciężko jest być mężatką, a myśleć o innym mężczyźnie. Nie wierzę, że myślami wracam do mojego najlepszego przyjaciela, którym był Justin. Tak, nadal o nim pamiętam. Tak naprawdę nie wiem co się z nim dzieje, nie mam z nim żadnego kontaktu. Nie przyznam się Liam’owi, że ciągle o nim myślę, jednak jego podejrzenia zaczynają być coraz większe. Dołuje mnie ta cała sytuacja. Boję się zrobić pierwszy krok. Nie chcę dać za wygraną. Nie chcę mu pokazać, że zależy mi na nim. Nie chcę, by zgarnął całą satysfakcję. Zabawa na poziomie przedszkola, prawda? Wiem. Cóż, tacy byliśmy od dawna. Ciągle dziecinni, bezsensowni, a szczególnie te nasze kłótnie. Pomimo tego, nadal łączyła nas jakaś więź przyjaźni, którą oboje uwielbialiśmy. Brzmi zabawnie? Całkiem prawdopodobne. Wiecie, patrzę na to wszystko sumując wydarzenia z ostatnich kilku miesięcy. Tak, nawet te jego durne pocałunki, które przywołują mnie o najlepsze wspomnienia. Nikt jeszcze nie całował mnie z takim uczuciem, z jakim całował mnie on. To nie jest tak, że czuję się nieszczęśliwa, będąc z Liam’em. Po prostu wiem, że Justin by podchodził do mnie… lepiej, z większą miłością? Nie umiem już nawet pozbierać słów. Prawdopodobnie myliłam się wtedy. Mogłam zaufać im wszystkim, a tak – odwrócili się ode mnie. Znowu mieli rację, a ja jak zwykle nie umiałam tego pojąć. Dlaczego w tak wielu kwestiach popełniamy błędy? To pytanie męczy mnie każdego dnia. Chciałabym co najmniej jeden raz powiedzieć, że nareszcie podjęłam słuszną, poprawną decyzję. Chociaż jeden, jedyny raz, który dałby mi satysfakcję na dłuższy czas.

~ * ~

Liam – był to pierwszy facet który zranił mnie niesamowicie, ale postanowiłam mu dać drugą szansę. Chociaż mieszkając w Ameryce, powinnam się nauczyć, że nie warto dawać ludziom drugie szanse. Bynajmniej tak twierdziła Demi. Teraz to głupie, że nie mam niby własnego zdania, ale wolałam kierować się jej słowami, które idealnie pamiętam, jednak nie posłuchałam ich wtedy. Czuję się z nim szczęśliwa. Nie chcę zaprzeczać, że nie. Bo również pokazuje mi życie z innej strony. Pomimo tego – czuję się ograniczona. Czuję się kimś, kim nie chcę być. I wyłącznie przez niego. Za każdym razem gdy myślę o tym, wspominam tamte słowa „Miley, zmień faceta. To już nawet nie chodzi o mnie. On zmienia Cię na minus.” Durne urywki, sławnego Biebs’a. Czasem miałam go ochotę udusić, bo jego słowa tkwiły w mojej głowie przez bardzo długi czas. I to za każdym razem. Od tamtego czasu, Liam zmienił się. Niby na plus, ale czemu zmieniając się na plus, musi pogarszać ludzi? To jakaś gra, która jest teraz w modzie? Całkiem nieźle się w nią gra. W sumie – bez niej świat byłby nudny. Bo co to by było za życie na ziemi, na której wszyscy są idealni? Byłoby całkiem nudno, a tego nie chcemy. Lepiej by wszyscy byli mało idealni niż naprawdę idealni, bez błędów. Spędzaliśmy każdego dnia miło czas, planując swoją przyszłość. Mało w tym było realizacji, a zbyt dużo pomysłów.
-Wybieram się dzisiaj do mojego przyjaciela fotografa –pocałował mnie w policzek na powitanie, któregoś poranka. Byłam ubrana w jego koszulkę, która wisiała na mnie. Bynajmniej bardziej czułam się w takich rzeczach bezpieczniej. –Masz ochotę wybrać się ze mną?
-Dawno nie byłam na żadnej sesji, straciłam wprawę –pokręciłam głową, odpowiadając mu z pełną buzią. Zaśmiał się słodko, szepcząc „trudno”. Hm, coś za szybko odpuszcza… -A czego tym razem ma dotyczyć sesja?
-Chyba najzwyklejsze w świecie zdjęcia. Są mi potrzebne do podań. Zacznę chodzić od nowa na castingi. Mam nadzieję, że Ci to nie przeszkadza –poinformował mnie o swoich planach, będąc odwróconym do mnie plecami. Prawdopodobnie w tym samym czasie nalewał orzeźwiający sok pomarańczowy do szklanki.
-Nie przeszkadza, tylko mogłeś mi powiedzieć wcześniej. Szkoda, że dowiaduję się dopiero teraz… -zeszłam z wysokiego krzesła, chcąc skierować się w stronę schodów. Pobiegłam szybko na górę, pragnąc się odświeżyć.
Weszłam do naszej wspólnej sypialni, otwierając szafę, w której były nasze rzeczy. Teraz za dużo rzeczy mamy wspólnych. Wyciągnęłam jakieś luźne ubrania. Tak naprawdę byłam przygotowana na siedzenie w domu i to cały czas. Chciałam wyjść z sypialni, gdy mój wzrok przykuł telefon Liam’a, leżący na szafce nocnej. Spojrzałam szybko czy aby na pewno nie skierował się na górę do mnie, by mnie przeprosić czy wypowiedzieć parę słodkich słówek, ale to chyba nie w jego stylu. Tak, na co ja do cholery liczę… Wzięłam telefon do rąk i… W sumie nie byłam powinna tego robić, ale weszłam w zakładkę „Wiadomości”. Skoro on potrafi mnie ograniczać, to dlaczego ja nie mogę zaglądać w jego komórkę? To na prawie równych zasadach. Jedne smsy ponownie sprawiły, że mój wzrok utknął tylko na nich. Świetnie. Dlaczego nie umiałam zorientować się wcześniej? Znowu mnie zaczął zdradzać. Po ślubie? Myślałam, że zmienił swoje zachowanie. Pomimo tego… Moje serce było całe, łzy nie opanowały oczu. Co się stało, do cholery? Zostawiłam czarnego iPhone’a z powrotem na szafce i skierowałam się w stronę łazienki, do której miałam się udać jakieś dobre kilka minut temu.

~ * ~

Czekałam kiedy mi powie. Nie miał odwagi. Tchórz. Czemu ja ciągle go posądzałam o tchórzostwo, a sama nie byłam lepsza? Myślałam o chłopaku, a nawet nie wiedziałam co się z nim dzieje, bo bałam się kontaktowania z nim. To było dopiero tchórzostwo. Bałam się tych durnych pytań, którymi potrafiłby mi zamknąć buzię. Zawsze potrafił rozpoznawać, kiedy czułam się szczęśliwa, a kiedy nie. Może coraz bardziej oszukiwałam samą siebie? Pseudo wyjazdy Liam’a stawały się coraz częstsze. On zabawiał się gdzieś z panienkami, a ja sama leżałam w łóżku, przepłakując noc, zazwyczaj. Nigdy nie widział mnie chyba tak smutnej i chyba nigdy nie zobaczy. Nie będę płakać, gdy w końcu nie wytrzymam i powiem mu, że ma się wynosić, bo znam całą prawdę. Nie chciałam bawić się z nim w sposób „wytłumacz mi to wszystko”, tylko chciałam potraktować go jak psa. Chamskie? Niby tak, ale to jak zmienił mnie, przekracza chyba wszelkie możliwości. Musiałam być naprawdę w niego zapatrzona, skoro dałam się tak omamić. Gdybym nie słuchała jego zachcianek, byłabym ‘tamtą’ Miley. Która miała własne zdanie, która była szczęśliwa i która wyglądała tak, jak chciała wyglądać. Przefarbowałam, ścięłam się tylko dla niego. Głupio zrobiłam. Po co się poświęcał dla mnie tyle razy, by znowu mnie porzucić po pewnym czasie? Tysiące pytań przebiegało mi przez głowę. Nie miałam z kim się skontaktować. Demi mnie unikała, z Seleną się nienawidziłyśmy, a z resztą… Z resztą, była dziewczyną Justin’a, więc ja bym z nią o nim gadała? O matko, popełniłabym chyba największy błąd na świecie. Kiedy wracał do domu – udawał szczęśliwego, że mnie widzi, a byłam ciekawa, co tak naprawdę sobie o mnie myśli. Jeśli chciał dziewczynę idealną – dlaczego mi nie powiedział? Wszystkie inne są nagle atrakcyjniejsze ode mnie? Chyba skończę z użalaniem się nad sobą. Nie wyciągnę z tego nic, a nic, a tylko bardziej się zdołuje. Czekałam w końcu gdy uczciwie spojrzy mi w oczy i wyjawi to swoje durne kłamstwo.

~ * ~
W końcu nie wytrzymałam. Chyba każdy człowiek ma w końcu taki dzień, kiedy nie potrafi dusić w sobie jednej rzeczy i postanawia nareszcie działać. Wrócił ‘późnym wieczorem’ do domu. Zegar wskazywał godzinę  pierwszą. Myślał, że śpię. Zaskoczyłam go. Postanowiłam w sumie pokazać mu jak ja się czuję gdy on jest tam, a ja jestem tu. Rozmazany tusz, włosy porozstawiane we wszystkie strony i nareszcie własna piżama. Zdziwił się. Chciał mnie przytulić i troskliwie zapytać o co chodzi. Odepchnęłam go od siebie.
-Błagam, nie żartuj, że teraz nagle chcesz mnie przytulić. Wiem, że dla Ciebie jestem nikim. Byłam tylko marionetką, tak? Chciałeś mnie poślubić, a potem mnie zdradzać – taki był twój plan? Tak? Tylko jedynie po co? Po co, bo dla mnie to nie jest już dłużej przyjemna gra. Chciałabym pozbyć się jej i Ciebie raz na zawsze!
-Miley, skąd przyszedł Ci do głowy pomysł o zdradzie? –pokręcił niedowierzenie głową –Nigdy bym nie wpadł już na taki pomysł, doskonale o tym wiesz. Te moje nocne powroty są za sprawą pracy. To wszystko. Zacznij mi ufać, bo długo tak nie pociągniemy…
-Nie jestem głupia, dobrze? Sądzisz, że gdy byłam sama w naszej sypialni, to nie miałam ochoty zajrzeć do twojego telefonu i poczytać sobie kilku wiadomości? A owszem, ochota napadła mnie niesamowita! –wykrzyczałam mu w twarz, dłużej nie wytrzymując. Widziałam jak złość przepełnia jego oczy. –I masz rację, długo tak nie pociągniemy, bo to koniec. Spakowałam twoje rzeczy, bo wynosisz się stąd.
Podniosłam ciężką torbę z jego rzeczami, którą potem mu podałam. Przyjął ją niechętnie, mruknął coś pod nosem, kierując się w stronę drzwi. Odwrócił się na moment, patrząc na mnie z niedowierzaniem. To nie ja to wszystko zepsułam. Tylko jego głupota i czyste błędy, bez żadnego sensu. Może teraz ze swoimi kochankami zazna czegoś, czego potrzebuje. Niedawno brałam ślub, a teraz mam od razu brać rozwód? Bałam się. Bałam się, bo Liam mógłby wyciągnąć ode mnie pieniądze, mając pewnie jakieś argumenty, niezgodne z prawdą. Mu zawsze się udaje. Wiecie – głupi zawsze ma szczęście. Pecha akurat mi nigdy nie brakowało, ale zapewne nie tylko mi. Zsunęłam się po ścianie, a płacz ogarnął mnie całą. Z kieszeni wypadł mi telefon. To zawsze w takich chwilach dzwoniłam do Demi albo do Justin’a, udając, że wszystko jest w porządku, a oni i tak wyciągali ze mnie wszelkie informacje. W końcu się odważyłam. Przez łzy wybrałam jego numer. Pociągnęłam nosem, by mój głos wrócił do normalności. By był zwykłym, radosnym głosem, który po prostu się zanim stęsknił. Już nie obchodziła mnie ta cała gra, naprawdę. Zapomniałam która jest tak właściwie godzina. Zaczęłam się bać, że go właśnie budzę tym przeklętym telefonem. Jednak trwałam z nim przy uchu do końca. Pierwszy, drugi, trzeci, czwarty sygnał…
-Halo? –„nareszcie”, pomyślałam.
-Hej –uśmiechnęłam się, słysząc jego głos –Przepraszam, że dzwonię o tak późnej porze. Przeszkadzam Ci?
-Nie. Zdziwiłaś mnie po prostu tym telefonem i na chwilę musiałem oderwać się od mojej pasji twórczej –zaśmiał się w słuchawkę.
-Wybacz –mruknęłam –Myślałam, że specjalnie Ci nie przeszkodzę. Zacząłeś znowu pisać piosenki? Bierzesz się za nowy album czy bardziej coś w stylu twoich prywatnych utworów?
-Chciałem to umieścić na nowej płycie, ale… Ale nie, to raczej nie jest to. Chyba, że wpadniesz do mnie za jakiś czas i ocenisz? –czy on mnie właśnie poprosił o pomoc? Jestem w szoku. Szczerym, ale szczęśliwym szoku, jeśli szok można nazwać szczęśliwym. –Oczywiście nie nalegam, pewnie teraz jako mężatka masz ograniczone spotykanie się ze znajomymi i pełno pracy przy mężu.
-Bardzo zabawne. Poczekajmy aż ty będziesz ją miał –odgryzłam się, bo wiem, że tamte słowa wypowiedział specjalnie.
-Ty nią miałaś być, ale nie wyszło –westchnął –Tak czy owak, mam nadzieję, że wpadniesz do mnie za niedługo. Przyznam szczerze, że się trochę za Tobą stęskniłem. Dawno się nie widzieliśmy. Głównie od ślubu, wesela.
-Co racja, to racja… Mam sporo wolnego czasu teraz. Hm, muszę Ci o kilku rzeczach opowiedzieć. Mam nadzieję, że Cię nie zanudzę i będę mogła liczyć na twoje wsparcie tak jak kiedyś.
-Na moje wsparcie zawsze, pamiętaj. Nieważne co się dzieje, zawsze możesz napisać, zadzwonić. Chciałem coś powiedzieć, ale… A tak, racja. Ślicznie wyglądasz w sukni ślubnej.
-Dziękuje. Ty na pewno przystojnie byś wyglądał w garniturze na swoim ślubie –zaśmiałam się –Jeszcze trochę czasu, a też tam będę pewnie stała, przyglądając się Tobie i twojej narzeczonej. Jestem ciekawa kto nią będzie.
-Mówiłem Ci, że miałaś być ty, ale nie wyszło. A szkoda. Hm, Selena na pewno odpada, zerwaliśmy. Było to i tak przesądzone. Nie umiałem z nią być, po prostu…
-Przykro mi. Pomimo tego, bardzo dobrze, że nareszcie pozbyłeś się tej żmii ze swojego życia.
Wybuchliśmy śmiechem. Nasza rozmowa trwała dobre trzy godziny, jak nie więcej. Nareszcie porozmawiałam z nim tak, jak rozmawiałam wcześniej. Nadal był moim dobrym przyjacielem. Pomimo wszystkiego.

~ * ~

Powoli odzyskiwałam siły. Odzyskiwałam wsparcie od ludzi na których mi zależało, ale wcześniej to zepsułam. Bynajmniej teraz mogę powiedzieć, że nareszcie robię coś w dobrym kierunku. Jednak nie zacznę sama siebie przeceniać. Wiem do czego to prowadzi. Zaczęłam normalnie z nim rozmawiać. Ma mnie nadal za najlepszą przyjaciółkę jak wcześniej. Zdziwiło mnie to. Wytłumaczył mi, że od początku wiedział, że nie była to moja wina, a Liam’a, który mną manipulował i zamieniał na minus, jak to on nazywał. Z jednej strony był dla mnie jak brat, a z drugiej strony miałam ochotę mieć go przy sobie cały czas i nazywać go kimś więcej. Jego uczucia do mnie nie zniknęły, jednak ja bałam się wyjawić to co czuję. To był błąd. Znowu zaczęłam myśleć o jego satysfakcji z tego wszystkiego. Chciałam wrócić do tamtych czasów, gdy wyglądałam normalnie. Sama na siebie nie potrafię patrzeć w lustrze. Jestem totalnie zmieniona, nie jestem sobą. To nie jest ta Miley, którą miałam być na mojej drodze. Żaląc mu się, zawsze mnie pocieszał, że nieważne jak wyglądam – zawsze byłam, jestem i będę piękna. Niby mnie to pocieszało, ale… Czy to było trafne stwierdzenie? W to wątpiłam jednak za każdym razem. Jednak zawsze mu ufałam. W końcu był moim przyjacielem. Na dobre i na złe.

~ * ~

Spotkaliśmy się. Po dość długim czasie, ale spotkaliśmy się. Opowiedziałam mu o wszystkim, pocieszył mnie. Od nowa się do siebie zbliżyliśmy. Nie jest taki jak Liam. Jest lepszy. O wiele. Jest kimś, kto traktuje mnie jak chcę być sama traktowana. To on potrafi rozczytać mój wyraz twarzy, zrozumieć moje mało zrozumiałe słowa. A co najważniejsze – nie ma mi już za złe tego, że popełniałam złe decyzje. Niby jest pomiędzy nami ta mała, durna różnica wieków, ale rozumie mnie jak nikt inny. Zagrał mi na gitarze niektóre piosenki, które pisał tamtego wieczora, gdy do niego zadzwoniłam. Były cudowne, widziałam w jego oczach dumę z własnego siebie, gdy go chwaliłam. Też byłam z niego dumna. Zasiedliśmy potem przed telewizorem, puszczają nasz słynny występ, gdy oboje śpiewaliśmy „Overboard”. Wtuliłam się w niego, a on pocałował mnie w czoło. Śmiałam się gdy był wtedy niższy ode mnie. W sumie jest do tej pory. Ale nie o tyle, jaki był na tym video. Kochałam wspominać z nim nawet te najmniejsze drobnostki. Zawsze wywoływało to u mnie niesamowity uśmiech i czułam się szczęśliwa. Odprowadził mnie do domu, bo było późno. Zabrali mu samochód na krótki okres, bo na początku nie chciał się skupić w ogóle na swojej pracy, więc Scooter stwierdził, że tak będzie lepiej. Szliśmy ścieżkami Los Angeles, gdzie mijały nas grupki nastolatków. Inni podpici, drudzy dopiero wyruszający na imprezy. Ach, to nocne amerykańskie życie. Kiedyś też to kochałam. Szkoda tylko, że to niszczy na tyle bardzo. Ciągłe imprezy, alkohol, narkotyki, fajki wykańczają. Nie dość, że sam siebie tym mordujesz, to jeszcze wydajesz na to niepotrzebnie pieniądze. Żałuję, że na początku byłam taka słaba, że musiałam zatapiać swoje smutki w alkoholu, w pobliskich klubach, ale wszystko odwróciło się ponownie i przestałam się zamartwiać. To i tak była zasługa tylko moich przyjaciół. Nikogo innego.
-Jesteśmy –wyrwał mnie z przemyśleń, gdy faktycznie byliśmy już pod bramą mojego domu, w którym jeszcze do niedawna mieszkał Liam –Lepiej idź już, bo zmarzniesz. Ten wieczór jest wyjątkowo chłodny.
-Nie widziałeś tych dziewczyn, które szły w spódniczkach mini? I ty sądzisz, że jest zimno? –wybuchliśmy śmiechem –Może faktycznie już pójdę. Uważaj na siebie, jak będziesz wracał.
-Bez obaw, będę.
Przyciągnął mnie do siebie. Chwilę popatrzyliśmy sobie w oczy. Przytulił mnie mocno. Czułam od niego zapach perfum, które zawsze uwielbiałam. Kochałam jego bliskość. Był dla mnie wszystkim. Gdy odsunęłam się od niego, niespodziewanie zaczął padać śnieg. Był listopad, a w dodatku u nas w Los Angeles rzadko kiedy zmienia się pogoda z gorącej na zimną. Zdziwiliśmy się, ale zaczęliśmy się znowu śmiać. Mówiłam już, że kocham jego uśmiech? Pewnie tak. Gdybym miała wymieniać wszystko co w nim kocham – zajęłoby mi to wieczność. Pogonił mnie do domu, bo płatki śniegu spadały coraz szybciej i coraz częściej. Proponowałam mu jedną noc noclegu, ale nie zgodził się. No cóż… Pobiegłam szybko do domu, rozbierając się w przedpokoju z płaszczu oraz kozaków. Wchodząc głębiej domu, chciałam przejść do salonu, z którego wydobywało się światło. Głowiłam się czy przed wyjściem je zapalałam i zapomniałam zgasić. Gdy jednak weszłam do pomieszczenia – wszystko stało się jasne. Tyłem do mnie stał Liam. Po chwili odwrócił się. Trzymał szklankę, bodajże z whisky, bo to u niego standard, gdy dobierze się do alkoholu, u mnie w domu. Pytanie stawiałam sobie jedno: co on do cholery  tutaj robi? Odstawił szklankę na stolik.
-Dobrze, że wróciłaś. Późno jest, martwiłem się –zaśmiał się cholernie chamsko. Miałam ochotę zrobić mu największą krzywdę na świecie. Wiedział. –Wiem, że byłaś u tego pedałka. Wiem również, że będąc jeszcze ze mną, cały czas o nim myślałaś. Wiem, że to on jest twoim wymarzonym facetem i wiem, że on lepiej traktuje Cię niż ja. Ja to wszystko wiem.
-Bardzo dobrze,  że masz tego świadomość, a teraz zejdź mi z oczu. Nie mam ochoty Cię tutaj widzieć –rzuciłam mój sweter na skurzany fotel, po czym załamałam ręce, w oczekiwaniu aż nieproszony gość wyjdzie.
-Nie pozbędziesz się mnie tak szybko, suko.
Podszedł do mnie. Wiedziałam, że chciał mi coś zrobić. Obroniłam się, jednak… Nic mi to konkretnego nie dało, bo zaraz dostałam w twarz. Mój policzek zaczerwienił się, czułam to. Ból przeszył całą moją twarz. Uderzył mnie. Jednak na tym się nie skończyło. Dostałam od niego jeszcze kilka razy, w inne miejsca. Wiedziałam, że moje ciało zaraz pokryją siniaki. Bałam się.

~ * ~

Justin nic nie wiedział. Nie byłam gotowa mu powiedzieć. Liam się o dziwo ode mnie odczepił, ale od tamtego momentu nie chciałam mieć z nikim kontaktu. By nie bił mnie dalej – musiałam milczeć. Nauczyłam się milczenia. Nie chciałam nikomu się zwierzyć, bądź po prostu nie umiałam. Bałam się nadal, że mnie znajdzie, ale słyszałam, że wyjechał z Ameryki do Australii. To jedyne co pozwalało mi jeszcze żyć normalnie, z dobrą sprawnością umysłową. Pomimo tego – strach to strach, nie umiem się go jeszcze pozbyć. Justin proponował mi spotkanie, ale nie zgodziłam się. Jego próby nie ograniczały się tylko do jednej. Odmawiałam. Jednak nie pytał. Nigdy nie zapytał o co chodzi. Nasze kontakty ograniczały się do tych telefonicznych. Każdego dnia o nim myślałam. Przestałam być silna, przestałam być odważna. Po prostu przestałam być taka, jaka byłam.
Pewnego dnia stwierdziłam, że będę musiała mu powiedzieć. Stwierdziłam, że nareszcie jestem w stanie to zrobić. Niby telefonicznie, ale to jedyne wyjście. Nie chciałam niepotrzebnych spotkań, chociaż kto wie co on zrobi po usłyszeniu takiej informacji. Wykręciłam spokojnie jego numer, a w głowie powoli od nowa układałam to, co miałam zamiar mu powiedzieć.
-Halo? –powiedział. Dobrze, że odebrał tak szybko. Odetchnęłam z ulgą.
-Cześć. Zauważyłeś pewnie, że od niedawna dziwnie się zachowuje, prawda? Nie chcę się z nikim spotykać, ograniczam nas tylko do kontaktów telefonicznych. Jeśli masz moment, po prostu mnie wysłuchaj.
-Jestem gotowy i ciekawy. Mów tylko prawdę. Wiesz, że martwię się o Ciebie…
-Pamiętasz ten wieczór, gdy odprowadzałeś mnie do domu? Wtedy zaczął nie wiadomo skąd padać śnieg. Śmialiśmy się jak małe dzieci, którymi się nadal czujemy. To wspaniałe, że mam takiego przyjaciela jak ty. Najlepszego przyjaciela. Przepraszam za każdy durny błąd, który popełniłam. Żadna z moich decyzji chyba nie była jeszcze do tej pory odpowiedzialna. Nieważne. Gdy wróciłam do domu… On tam był. Wiesz o kim mówię. Jeśli nie – był to Liam. Stał tam, pił alkohol. Wymieniłam z nim kilka zdań, chciałam by wyszedł. Podszedł do mnie i… uderzył mnie. Tak Justin, mój własny mąż zaczął mnie bić.
-Miley… Ja…
-Nic nie mów, daj mi skończyć. Przepraszam, że nie miałam odwagi Ci wcześniej powiedzieć. Bałam się. Widzisz jaka jestem tchórzliwa? Już nie jestem tym, kim byłam wcześniej. Na razie wolałabym pobyć jeszcze w samotności. Nie martw się o mnie, poradzę sobie. Kocham Cię, wiesz? Wiem, że nic z nas nie ma, prócz przyjaźni, ale musisz wiedzieć, że jesteś dla mnie najważniejszą osobą na świecie i czuję się źle, że muszę Ci to mówić przez komórkę, ale… Dobrze, że mówię w ogóle. Wrócę. Daj mi tylko czas.

Perspektywa Justin’a. Nigdy nie umiałem znaleźć kogoś, kto by był podobny do mnie. Kto by mnie rozumiał bez słów. Praktycznie była ona. Ale była zajęta. Tak, przez tego dupka, który traktował ją  najgorzej na świecie. Dziwnie się czułem będąc z Seleną. Myślałem praktycznie tylko o niej, a i tak wiedziałem, że nie możemy być razem. W tamtych momentach moje uczucie do niej przepadło. Kochałem ją nadal, ale w o wiele, wiele mniejszym stopniu. Nadal jak siostrę. Bo jako najlepsza przyjaciółka jest dla mnie wszystkim. Po prostu człowiek musi nareszcie przejrzeć prawdzie w oczy i zrozumieć, że można chcieć wiele, ale nigdy tego nie dostać. Tak samo jest z osobami, które się kocha. Niekoniecznie one kochają Ciebie i nie możesz ich po prostu mieć, bo są zajęte przez kogoś innego. Durna logika. Nie chciałem już o niej myśleć i niby mi się to udawało. Niby. Skupiałem się na wielu innych rzeczach, na których musiałem się skupiać, by jeszcze jakoś trzymać się w branży muzycznej. Ale też zawsze zważałem na nią. Przypominałem sobie te wszystkie słabe momenty w naszych życiach i stwierdzam, że to wszystko umocniło nas w przekonaniu, że nie możemy bez siebie żyć. Jednak… Żyjemy obecnie w milczeniu. Nie wiem co się stało, nie wiem co jest. Pewnie Liam. To jedyne moje podejrzenie do jej milczenia, wobec mnie.

~ * ~

Przestałem spać. Nie, to nie przez nią. To przez to co kocham. Pisanie piosenek, a później wykonywanie ich. Tworzenie nowego albumu – coś co uwielbiam. Mogę się dzielić nową muzyką z fanami, a dzięki temu mogą mnie lepiej poznać, lepiej zrozumieć. To w nich kocham najbardziej.
-Justin, musisz zacząć od nowa spać –zaśmiał się mój menager. Przetarłem lekko zaspane oczy, które faktycznie były wykończone. Nie spałem dobre trzy dni. –Muzyka nie zając, poczeka.
-Chciałem napisać trochę nowszych piosenek na album, dlatego zeszło mi na to aż trzy dni bez spania –westchnąłem, przeszukując teksty z ostatnich trzech dni –Napisałem ich dobre 6, ale nie mam pojęcia ile ich się nada. Wytwórnia oceni.
-Nie przejmuj się, będzie dobrze. Wiem o co chodzi tak naprawdę. Justin, przeglądałem te teksty i widnieje na nich miliony bazgrołów które starałeś się zamalować. To chodzi o nią. Nie ukryjesz prawdziwego uczucia. Dopiero pozbyłeś się ze swojego życia Seleny, a teraz masz ochotę wpuścić tam Miley?
-Miley była w nim zawsze, ale na poziomie „najlepszej przyjaciółki” czyli na tym półfinałowym –mruknąłem –Tak czy siak, nic Ci do tego. Tu wcale nie o nią chodzi. Stwierdziłem, że moje uczucie co do niej zmalało. Ma ograniczone kontakty ze mną. Pewnie przez swojego kochanego mężusia… -powiedziałem z wielką irytacją w głosie. Naprawdę go nienawidziłem. Tak szczerze.
Ten tylko coś mruknął pod nosem, opuszczając zaciemnione pomieszczenie. Jedynie lampa, z energooszczędną żarówką, oświetlała je całe. Musiałem jakoś wiedzieć co znajduje się na wyblakłej kartce. Co chwila spoglądałem w telefon. Same powiadomienia z Twitter’a, zero czegoś ciekawego. Łudziłem się, że może któregoś dnia zadzwoni. Ale niestety. To chyba jeszcze nie teraz. Szkoda. Tęsknię za nią. Bardzo za nią tęsknię i nie chcę stracić jej już do końca, a jest to bardzo prawdopodobne. Bynajmniej przez Liam’a jest to na tyle prawdopodobne.

~ * ~

Zmrużyłem któregoś dnia oko i przespałem dobre cztery godziny, jednak pod wieczór ponownie wróciłem do pisania. Stęskniłem się? Ta czynność pomagała mi zapominać o naprawdę wielu rzeczach które spotkały mnie w ostatnim czasie. Muzyka ogółem mi w tym pomogła. Przeglądałem teksty, dokonywałem wszelakich poprawek i miałem nadzieję, że wytwórnia je przyjmie bądź odrzucą je i nie będą ich zmieniać. Od czasu do czasu kochają tak zrobić, a przy tym mnie jeszcze zdenerwować takim zachowaniem. Nagle rozbrzęczał jakiś dźwięk. Hm, sięgnąłem po mojego iPhone’a 4, w fioletowej obudowie i przystawiłem go do ucha.
-Halo? –odezwałem się, zastanawiając kto to. Nie zobaczyłem wcześniej nazwy na wyświetlaczu, więc było to dla mnie krótką zagadką.
-Hej. Przepraszam, że dzwonię o tak późnej porze. Przeszkadzam Ci? –Miley. Moja radość w środku była nie do opisania. Nie spodziewałem się nawet przez moment telefonu od niej. Przyjemna niespodzianka.
-Nie. Zdziwiłaś mnie po prostu tym telefonem i na chwilę musiałem oderwać się od mojej pasji twórczej –zaśmiałem się w słuchawkę. ‘Pasja twórcza’, oj Bieber, jak ty ładnie wszystko nazywasz.
-Wybacz –mruknęła –Myślałam, że specjalnie Ci nie przeszkodzę. Zacząłeś znowu pisać piosenki? Bierzesz się za nowy album czy bardziej coś w stylu twoich prywatnych utworów? –zaczęła być dociekliwa. Zawsze to w niej uwielbiałem najbardziej.
-Chciałem to umieścić na nowej płycie, ale… Ale nie, to raczej nie jest to. Chyba, że wpadniesz do mnie za jakiś czas i ocenisz? –chyba w końcu zacząłem myśleć, przy tej rozmowie–Oczywiście nie nalegam, pewnie teraz jako mężatka masz ograniczone spotykanie się ze znajomymi i pełno pracy przy mężu.
-Bardzo zabawne. Poczekajmy aż ty będziesz ją miał –odgryzła się wiedząc, że słowa te wypowiedziałem specjalnie. Kochałem ją denerwować, była taka słodka w takich momentach.
-Ty nią miałaś być, ale nie wyszło –westchnąłem –Tak czy owak, mam nadzieję, że wpadniesz do mnie za niedługo. Przyznam szczerze, że się trochę za Tobą stęskniłem. Dawno się nie widzieliśmy. Głównie od ślubu, wesela.
-Co racja, to racja… Mam sporo wolnego czasu teraz. Hm, muszę Ci o kilku rzeczach opowiedzieć. Mam nadzieję, że Cię nie zanudzę i będę mogła liczyć na twoje wsparcie tak jak kiedyś.
-Na moje wsparcie zawsze, pamiętaj. Nieważne co się dzieje, zawsze możesz napisać, zadzwonić. Chciałem coś powiedzieć, ale… A tak, racja. Ślicznie wyglądasz w sukni ślubnej –słodzenie, słodzenie, słodzenie…
-Dziękuje. Ty na pewno przystojnie byś wyglądał w garniturze na swoim ślubie –zaśmiała się –Jeszcze trochę czasu, a też tam będę pewnie stała, przyglądając się Tobie i twojej narzeczonej. Jestem ciekawa kto nią będzie.
-Mówiłem Ci, że miałaś być ty, ale nie wyszło. A szkoda. Hm, Selena na pewno odpada, zerwaliśmy. Było to i tak przesądzone. Nie umiałem z nią być, po prostu…
-Przykro mi. Pomimo tego, bardzo dobrze, że nareszcie pozbyłeś się tej żmii ze swojego życia.
Śmiech rozległ się z obu stron. Najwidoczniej była taka jak kiedyś. Może nie przy Liam’ie, ale gdy była sama ze sobą. Tęskniłem za nią. Niby była tutaj cały czas, ale jednak nie ta sama.

~ * ~

O dziwo – skontaktowaliśmy się ponownie i doszło do naszego wspólnego spotkania. Sam nie mogłem w to uwierzyć, że znowu będę widział jej śliczną twarz, obdarzoną śnieżnobiałym uśmiechem. Była taka śliczna. Z dnia na dzień coraz ładniejsza. Zagrałem jej na gitarze kilka piosenek, które pisałem w tamtych momentach, w których ledwo spałem, bo głowiłem się nad dalszym tekstem. Pochwaliła mnie. Czułem dumę. Zauważyłem nawet, że chyba widziała moją radość, w moich oczach. To dzięki niej czuję się jeszcze trochę doceniany. Postanowiliśmy trochę powspominać. Usiedliśmy na wygodnej kanapie, przed plazmowym telewizorem i wpuściliśmy do naszych umysłów tony wspomnień. Nasz słynny występ, gdy śpiewaliśmy razem „Overboard”. Wtuliła się we mnie, a ja pocałowałem delikatnie jej czoło. Śmiała się, gdy widziała jakim byłem karłem przy niej. Do tej pory była nieco wyższa. Lubiłem wspominać wszystkie chwile spędzone z nią. Te lepsze, te gorsze, bo wiele mnie nauczyły i dały mi tyle szczęścia. Każda drobnostka z nią, była czymś, z czego pragnąłem się cieszyć każdego dnia. Odprowadziłem ją do domu. Nie miałem samochodu, bo nie chciałem wcześniej skupić się na swojej robocie, więc słynny Scooter stwierdził, że tak będzie lepiej. Szliśmy nocą ścieżkami ulic Los Angeles. Inni nastolatkowie mijali nas praktycznie co moment. Niektórzy pijani, drudzy dopiero zmierzający na rozpoczęcie nocnego życia. Amerykańskie życie. Nigdy mnie to nie bawiło, ale wiedziałem, że Miley kiedyś była uzależniona od tego. Tak, wszystko przez tego dupka. Sprawił jej tyle bólu, ale ona do niego wróciła. Mądre? Wcale. Teraz też cierpi, ale wiem, że przy mnie czuje się bezpieczna i zapomina chociażby na moment, co jest dla mnie i dla niej ważne. Nad czymś uważnie myślała, a ja nawet nie wiedziałem nad czym. Znajdowaliśmy się już pod jej domem.
-Jesteśmy –wyrwałem ją z przemyśleń. Staliśmy pod bramą jej domu. –Lepiej idź już, bo zmarzniesz. Ten wieczór jest wyjątkowo chłodny.
-Nie widziałeś tych dziewczyn które szły w spódniczkach mini? I ty sądzisz, że jest zimno? –wszyscy mogli usłyszeć nasz nagły śmiech. Kochałem te jej głupie żarty. Czego ja w niej nie kocham, to temat do zastanowienia się. –Może faktycznie już pójdę. Uważaj na siebie, jak będziesz wracał.
-Bez obaw, będę –starałem się ją zapewnić.
Przyciągnąłem ją do siebie. Zatopiłem się w jej niebieskich, prześlicznych oczach i przytuliłem ją mocno. Czułem lekką woń perfum, których jeszcze nigdy nie miałem okazji spotkać. Ani od Seleny, ani o dziwo od niej, a używała zazwyczaj tylko jednego zapachu. Gdy nasz uścisk zakończył się, odsunęła się ode mnie. Niespodzianką były dla nas płatki śnieg, które zaczęły spadać z góry na nas. Pierwszy, listopadowy śnieg. Śmiech znowu nas ogarnął, jednak pogoniłem ją do domu. Proponowała mi zostanie u niej na tą jedną noc, ale nie zgodziłem się. Bałem się, do czego mogłoby dojść. Wróciłem do domu późno, cały czas myśląc o tym wieczorze. Nie umiałem go zapomnieć, a było to niby zwykłe spotkanie. Pomimo tego było to spotkanie, które będzie kolejnym szczęśliwym wspomnieniem z nią.

~ * ~

Nie odzywała się. Znowu. Nie znałem przyczyny. Bałem się o nią. Od tamtego wieczoru nie napisała, nie zadzwoniła. To wszystko wydawało mi się być takie… takie okropne. Najpierw od nowa pragnie przyjaźni, potem znowu znika bez słowa. Czy to znowu jakaś durna gra, w którą gra razem ze mną, bo jej kochany mąż jej kazał? Jeśli tak – mam tego serdecznie dość. Nie jestem kimś, kim może przez cały czas pomiatać i bawić się. Pragnę ją traktować jako przyjaciółkę, pragnę ją traktować poważnie, ale ona najwidoczniej mnie nie bierze na serio. Nie stoi to na równych zasadach. Znowu odciąłem się od pracy, a tak dobrze mi szło. Starałem się napisać chociaż kawałek nowej piosenki, ale nie byłem nawet moich uczuć przelać na papier. To było zbyt trudne. Bynajmniej na ten moment.
Siedziałem w studiu, nudząc się. Musiałem w końcu stanąć przed wytwórnią i zaprezentować im kilka nowych kawałków. Zareagowali bardzo pozytywnie. Ponownie byłem z siebie dumny, ale to nie było to samo co z jej strony. Potrafiła powiedzieć szczerze dobre słowa, a nie sztuczne, by mi się przypodobać i kazać wziąć jeszcze bardziej do pracy. Nienawidziłem tych ludzi. Serio. Nie ma nikogo gorszego dla mnie niż ludzie z tej durnej wytwórni muzycznej. Siedząc tam taki znudzony, poczułem wibracje. Opuściłem pomieszczenie, wskazując wcześniej na telefon. Gdy znalazłem się już za drzwiami – odebrałem.
-Halo? –powiedziałem w pośpiechu.
- Cześć. Zauważyłeś pewnie, że od niedawna dziwnie się zachowuje, prawda? Nie chcę się z nikim spotykać, ograniczam nas tylko do kontaktów telefonicznych. Jeśli masz moment, po prostu mnie wysłuchaj. –Miley, Miley, Miley. Bo takim czasie.
-Jestem gotowy i ciekawy. Mów tylko prawdę. Wiesz, że martwię się o Ciebie… -w końcu taka była prawda. Niesamowicie się o nią troszczyłem, zawsze chciałem wiedzieć co u niej.
-Pamiętasz ten wieczór, gdy odprowadzałeś mnie do domu? Wtedy zaczął nie wiadomo skąd padać śnieg. Śmialiśmy się jak małe dzieci, którymi się nadal czujemy. To wspaniałe, że mam takiego przyjaciela jak ty. Najlepszego przyjaciela. Przepraszam za każdy durny błąd, który popełniłam. Żadna z moich decyzji chyba nie była jeszcze do tej pory odpowiedzialna. Nieważne. Gdy wróciłam do domu… On tam był. Wiesz o kim mówię. Jeśli nie – był to Liam. Stał tam, pił alkohol. Wymieniłam z nim kilka zdań, chciałam by wyszedł. Podszedł do mnie i… uderzył mnie. Tak Justin, mój własny mąż zaczął mnie bić. –głos zaczął jej się załamywać, ale słyszałem, że nie chciała mi pokazać swojej bezsilności, strachu.
-Miley… Ja… -chciałem się odezwać, powiedzieć kilka słów, które miałem nadzieję, że ją pocieszą, ale kazała mi milczeć.
-Nic nie mów, daj mi skończyć. Przepraszam, że nie miałam odwagi Ci wcześniej powiedzieć. Bałam się. Widzisz jaka jestem tchórzliwa? Już nie jestem tym, kim byłam wcześniej. Na razie wolałabym pobyć jeszcze w samotności. Nie martw się o mnie, poradzę sobie. Kocham Cię, wiesz? Wiem, że nic z nas nie ma, prócz przyjaźni, ale musisz wiedzieć, że jesteś dla mnie najważniejszą osobą na świecie i czuję się źle, że muszę Ci to mówić przez komórkę, ale… Dobrze, że mówię w ogóle. Wrócę. Daj mi tylko czas.

Połączenie zakończone.

-------------------------------------------------------------------------------

Drugi dodatek! Jak wrażenia? Mam nadzieję, że nie było wcale aż tak źle i wiem, że Jiley/Jusley Shippers się tego spodziewały, więc mam nadzieję, że chociaż w małym stopniu zrobiłam wam niespodziankę :) Jednak musiałam wyjaśnić ich losy, tak  na pastwę losu bym ich nie pozostawiła, haha. W ogóle wyszedł mi on długi. Troszkę za długi, nie uważacie?
Planuje na pewno jeszcze jeden dodatek, ale czy drugi - muszę się poważnie zastanowić. Na razie dodałam dwa i widziałam, że tamten przypadł wam do gustu, pomijając Jade, która irytowała kilka osób. Ugh, natura ćpunek. 

Przepraszam, że rozdziały/dodatki są dodawane w bardzo różnym tempie, ale mam zawalone tygodnie, weekendy i nie mam nawet kiedy pisać, bo dodać to jest po prostu chwila. Obecnie jestem po dwunastogodzinnym maratonie w kinie i ledwo siedzę, ale zaraz wezmę się za pisanie i potem najwyżej się troszkę prześpię.

+ zapraszam na mojego drugiego bloga http://pro-publico-bono-pl.blogspot.com/ na którym (mam nadzieję) za niedługo pojawi się trzeci rozdział! :)

8 komentarzy:

  1. Zajebiste. :)
    Czekam aż opiszesz Demi i Niall'a. ♥
    Zapraszam na mojego NOWEGO bloga gdzie już dziś pojawi się prolog.
    http://just-love-me-bitch.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Jusley, cudowne. Podoba mi się charakter twojego pisania, wiesz? Jeszcze czytając słuchałam piosenek z UAN i to dało taki magiczny nastrój. Piękno słowa pisanego. Mam nadzieje, że za niedługo pojawi się 3 rozdział na twoim jakże zacnym drugim blogu. Wiedz, że piszesz super i każdy twój komentarz że tak nie jest jest tu zbędny. Jeszcze nie było takiej sytuacji że mi się rozdział/dodatek nie podobał! ♥

    Kocham, @Mrs_Selenatorx

    OdpowiedzUsuń
  3. zgadzam się z komentarzami powyżej (;
    zajebiście, że piszesz takie długie, bo niesamowicie wciągają!
    czekam na następny ;)

    www.w-jednym-kierunku.blosgpot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny! Czekam na następny! Zapraszam na mojego bloga http://notidealbutmylife.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. przepraszam za spam.
    na blogu http://beautiful-famous-and-rich.blogspot.com/ pojawił się nowy rozdział z perspektywy Jenny. Czy wreszcie ona i jej najlepszy przyjaciel zostaną parą? A może jednak nie? Wszystkiego dowiecie się w rozdziale.
    +wraz z Lolą założyłyśmy prywatnego bloga, w którym opisujemy swoje życie. Jeśli chcecie dowiedzieć się czegoś o nas wystarczy wejść na bloga http://just-williams.blogspot.com/ :)

    OdpowiedzUsuń
  6. "dlaczego skłamałeś doskonale wiedząc, że nie dotrzymasz obietnicy"? serdecznie zapraszam do przeczytania kolejnego już rozdziału na blogu last years event, zachęcam do obserwowania i wyrażania opinii, gdyż być może własnie od ciebie zależy, czy pojawi sie kolejna część C:
    www.lastyearwithlou.blogspot.com
    przepraszam za spam :c
    pozdrawiam ciepło z całego serduszka (;
    ++kiedy nowy rozdział u ciebie?

    OdpowiedzUsuń
  7. Cudowne . : *
    Zapraszam do mnie . - http://sick-me.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny <3 Czekam na nexta <3 . Zapraszam do mnie <3
    http://dynamiclovex.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń